wtorek, 9 marca 2010

Warsztatowe opowieści o świecie. Meksykańska Chimichanga z sosem quacamole.

Kochani, co się to porobiło, to bym jeszcze niedawno nie podejrzewał. Ania i Piotrek z "Opowiadamy o świecie", zaprosili mnie, żebym przygotował przekąseczki z różnych stron świata i zaserwował je w czasie warsztatów, na których oni będą opowiadali o "kobiecie w kulturach". Oczywiście na początku zgodziłem się z wielkim entuzjazmem, ale później, w miarę napływu coraz to nowych informacji, np. o ilości uczestników, coraz bardziej miękły pode mną kolana. W piątek nastąpiło apogeum, kiedy to po całym dniu pichcenia dojechaliśmy do Orzesza, gdzie pierwsze warsztaty miały miejsce, a ja z drżącymi kolanami i dłońmi i totalnie zaschniętym gardłem starałem się w półmroku [Ania i Piotrek prowadzili w tym czasie prezentacje] przyrządzić sos quacamole. Serce waliło mi jak dzwon Zygmunta niemalże, kiedy czułem na sobie baczne spojrzenia uczestniczek.
Jedną z przekąsek, którą zaserwowałem i pierwszego i drugiego dnia [tak! Był jeszcze drugi dzień!!!] były meksykańskie chimichangi czyli tortille z nadzieniem z warzyw i kurczaka obsmażone i zapieczone. Oryginalnie takie zawinięte tortille smaży się w głębokim oleju, ja pozwoliłem sobie na złagodzenie tej wersji i tylko obsmażyłem je szybciutko na patelni, a następnie zapiekłem po prostu w piekarniku.
Podobno chimichanga powstała w ten sposób, że pewnego pięknego dnia, kiedy pewien meksykański kucharz przygotowywał tortille z nadzieniem ta wpadła mu do frytury z gorącym olejem. Kucharz stwierdził, że a co mu tam – zostawi na chwilę i sobie to sam później zje. W międzyczasie przyszedł jego kolego i zapytał „co ty tam przygotowujesz?” na co nasz bohater nie tracąc rezonu szybko odpowiedział „Chimichanga” co ponoć znaczy „samfingmedżik”. Tyle legend i historyjek. A teraz przejdźmy do rzeczy.


Na ciasto na tortille [ok. 15 placków]

  • 2 łyżki masła
  • pół kilo mąki
  • ok.1/2 szklanki zimnej wody

Białko do sklejania.

Nadzienie:

  • Z 300g piersi z kurczaka
  • 1 cebula
  • Puszka fasoli
  • Puszka kukurydzy
  • Puszka pomidorów [w sezonie polecam świeże]
  • Kilka papryczek peperoni [mogą być takie ze słoika]
  • Chilli, sól, pieprz, papryka słodka.
  • 2 goździki, łyżeczka kminku mielonego.

Na sos quacamole:

  • 2 dojrzałe avocado
  • 1 ząbek czosnku
  • Pół cebuli
  • Sok z połowy cytryny\
  • Szczypta soli
  • Łyżeczka sosu tabasco
  • Dodatkowo można dodać:
  • Kolendrę, papryczkę chilli czy pomidorka.

Kurczaka gotujemy w niewielkiej ilości wody – solimy i doprawiamy do smaku.
W rondlu lub na patelni rozgrzewamy oliwę, smażymy na niej posiekaną cebulkę. Kiedy się zeszkli wrzucamy odsączoną fasolę i kukurydzę, po chwili duszenia razem dorzucamy posiekane papryczki peperoni i pomidorki. W moździerzu rozbijamy goździki, dodajemy kminek, i odrobinę chilli, ucieramy razem i dodajemy do warzyw. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i papryką słodką.
Kiedy wszystko się ugotuje zdejmujemy z ognia i odstawiamy na chwilę, żeby lekko przestygło.


Ciasto na tortillę zarabiamy bardzo prosto, do przesianej mąki wrzucamy masło i wyrabiamy razem, dodając po troszkę zimnej wody, aż ciasto będzie elastyczne, ale nie klejące się. Formujemy z niego kulkę i odkładamy na jakieś pół godziny do lodówki. Potem urywamy po kawałeczku, formujemy kuleczki o średnicy ok. 3-4 cm i każdą rozwałkowujemy na okrągłe placki. Placki wrzucamy na gorącą, nieprzywierającą patelnie i obsmażamy z dwóch stron – ok. minuty z każdej – tak, żeby powstały zrumienione bąble, ale jednocześnie, żeby ciasto nie było kruche i łamliwe. Do tak przygotowanych torilli na środek ładujemy łyżeczką nadzienie z warzyw i kurczaka, smarujemy po obwodzie białkiem, i zawijamy – najpierw jeden bok, przykrywamy go drugim, teraz przykrywamy częścią pozostałą z naszej strony i z tej naprzeciwko – takie paczuszki. Teraz każdą z nich obsmażamy na patelni z gorącym olejem. Najpierw wrzucamy w dół stroną ze złożeniami. Złociste przekładamy do naczynia żaroodpornego i zapiekamy w temp. Ok. 180 oC jakieś 20 min.

W tym czasie przygotowujemy quacamole – wydrążamy łyżką avocado. Avocado powinny być bardzo dojrzałe i miękkie – inaczej będziemy się bardzo męczyli drążąc je łyżką, a i smak nie będzie miał tego aromatu. Czosnek wyciskamy na talerzyk, posypujemy szczyptą soli. Kiedy Avocado mamy już wydrążone to rozcieramy je widelcem razem z czosnkiem i sokiem z cytryny [lub limonki] dodajemy drobniutko posiekaną cebulkę, sos tabasco i resztę składników – według uznania.

Chimichangi wykładamy na stół, do sosu wstawiamy nóż do smarowania, gdyż te zapiekane tortilki najlepiej smakują posmarowane z wierzchu zielonym quacamole.
Dobre, bardzo dobre nawet.


Ja na warsztaty z racji ilości przygotowałem wersje „mini” – czyli moje paczuszki miały wymiary ok. 4 x 8 cm. i to jest również fantastyczny pomysł na imprezę. Jeśli ktoś chce przygotować wersję obiadową, to oczywiście powinien zrobić większe placki, a co za tym idzie i paczuszki.
Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że to będzie aż taki hit. I pierwszego i drugiego dnia to danie zeszło jako pierwsze.
Jutro napiszę wam o kolejnych przysmakach świata które zaserwowałem do opowieści Ani i Piotrka.

Ps. Tutaj możecie zobaczyć filmik z przepisem na chimichangi – niestety po Angielsku – ale polecam serdecznie.

PsII. Niestety w pośpiechu przygotowań i ogólnym zaaferowaniu nie strzeliłem żadnych fotek na miejscu, dlatego fotki zupełnie nie oddają atmosfery cateringowo-warsztatowej, za co serdecznie przepraszam. ;)

Opowiadamy o świecie
dodajdo.com

5 komentarzy:

Mafilka pisze...

Mico... szacunek :) Twoje lęki i obawy rozumiem doskonale, bo mnie debiut za półtora tygodnia na mini weselu czeka;) z tym, że ja na słodko... I jak sobie pomyślę, to aż mi cos w żołądku się przesuwa...
A, i dzięki za przypomnienie, ze jest na świecie awokado, jakiś rok nie miałam przyjemności, a przecież taki sos do niemal wszystkiego pasuje :D

dragonfly pisze...

Wspaniałe te paczuszki. Jeśli Żuczek (czyli córka) pozwoli, to może jutro uda mi się zrobić. :)

Liska pisze...

Zjadłabym...
Ugięły się, ale dałeś radę :)))

Czyprak Antoni pisze...

Nooo, zuchu! Dałeś radę! Hehe, samfingmedżik :)

mico pisze...

Mafilko - dziękuję ci bardzo - a co do słodkości - może Cię zainteresują mandazi - powyżej - szybko, prosto, efektowanie, a jeszcze jak powiesz, że afrykańskie, to hooo-hooo! ;)

dragonfly - polecam. Na początku miałem problem z pakowaniem, ale po pierwszej setce już szło jak z płatka :P

Lisko - bardzo Ci dziękuję.
Tośku - tobie również. Miło wiedzieć, że wirtualnie, ale jednak mnie wspieracie. :)

Blog Widget by LinkWithin