niedziela, 28 grudnia 2008

Poświąteczny schab kładziony na łożu z selera i pora.

Dzisiaj bez fotek, bo przyszli przyjaciele na obiad i jakoś nie miałem weny do strzelania zdjęć.

Na 4-5 dorosłych osób:
- 1,5 – 2 kg. Schabu z kością.
- śliwki suszone
- butelka wina czerwonego
- łyżka sosu chili, pikantnego
- sos sojowy
- miód [ok.2 łyżeczek]
- ziarna kolendry
- gałka muszkatołowa
- goździki
- pieprz czarny
- sól

- ½ średniego selera
- 1 por
- kostka rosołowa [chyba, że ktoś dysponuje wywarem]
- sos Worcester
- szczypta ziaren anyżu

Śliwki [ok. kilkunastu] zalewamy łyżeczką sosu chili, podobną ilością sosu sojowego, i wrzątkiem, tak żeby przykryło śliweczki. Odstawiamy na ok.20min.
Proste.
Schab – myjemy, obieramy z białych błon.
Proste.
Na „grzbiecie” [zakładamy, że tam gdzie jest kość jest dół, wtedy po przeciwnej stronie jest grzbiet] robimy nacięcia [lub jak kto woli głębokie nakłucia] w które później będziemy wkładać śliwki. Nacieramy cały schab solą i mielonym pieprzem, również w otworach na śliwki. Nadziewamy mięso śliwkami, całość oprószamy mąką, ja akurat użyłem żytniej, ale mam wrażenie, ze trzeba przy niej bardziej uważać – łatwiej się przypala.
Na patelni rozgrzewamy trochę oliwy. Wody ze śliwek nie wylewamy. Na rozgrzaną oliwę wrzucamy schabik i obsmażamy z każdej strony. Nagrzewamy piekarnik.
Dalej proste.
W między czasie do zalewy śliwkowej dodajemy resztę sosu chili i jeszcze trochę sosu sojowego [gdzieś z łyżkę], miód, lekko rozbite w moździerzu ziarna kolendry, startą gałkę muszkatołową – z pół łyżeczki i cały pieprz [nigdy nie gotujemy pieprzu mielonego, a to będzie nasza zalewa, więc kuleczki].
Kieliszek czerwonego wina.
Obsmażone mięso wyciągamy z patelni, na grzbiecie robimy jeszcze 2 rzędy małych nacięć w które wbijamy goździki.
Naczynie żaroodporne smarujemy oliwą, układamy na środku mięso. Zalewamy ładnie naszą zalewą.
Wrzucamy całość do piekarnika, który powinien już być w temp. ok.270ºC i zostawiamy.
Seler kroimy na duże plastry grubości ok.5mm skrapiamy oliwą i odstawiamy na bok.
Możemy obrać sobie ziemniaki, jeśli ktoś chciałby z ziemniaczkami. Po obraniu zalewamy wodą, żeby nie sczerniały.
Proste jak barszcz.
Czytamy bajeczkę o misiu i tygrysku pierwszemu kuchcikowi, który się właśnie obudził z popołudniowej drzemki w złym humorze.
Pierwszy kuchcik się drze w niebogłosy i ma naszego misia i tygryska w głębokim poważaniu, szlag nas trafia, przerywamy czytanie.
To właśnie ta trudna część.

Ok, w tym miejscu prawdopodobnie powinienem z pierwszej osoby liczby mnogiej przejść do narracji w pierwszej os. liczby pojedynczej, bo pewnie tylko mnie szlag trafia, a wy macie dobrą zabawę. Bardzo śmieszne!

Schab już siedzi w piekarniku jakieś półtorej godziny. W międzyczasie parę razy podlewałem go sosem, który regularnie odparowywał i gęstniał, więc uzupełniałem go winem.
Postawiłem też ziemniaki.
Teraz biorę patelnię, trochę oliwy, białą część pora przekrawam podłużnie na pół i poprzecznie z resztą też. I tak pokrojonego przesmażam na patelni, aż się lekko zrumieni z jednej strony. Zielonych części nie wyrzucam – przydadzą mi się później do ozdoby. Teraz kolej selera. Kiedy się już wszyscy przesmażyli zalewam całe towarzystwo filiżanką rosołu. Skrapiam sosem sojowym i sosem Worcester – jego korzenny smak będzie się nam dobrze komponował ze schabem w ww. zalewie. Obsypuje ziarnami anyżu i duszę.
Cały czas kontroluję stan schabu, polewając go sosem, który sukcesywnie uzupełniam winem – wina nie żałuję – na koniec ma zostać go mniej niż pół kieliszka. Mięso zaczyna się już więcej niż rumienić z wierzchu, wiec zmniejszam temperaturę w piekarniku, tak, żeby już tylko dochodził, a się nie spalił.
Schab jest gotowy, kiedy po nakłuciu ze środka nie wypływa duża ilość soków.

Gotowego wyciągam z piekarnika, odstawiam na bok – mięso podawane na stół powinno być ciepłe, ale nie gorące.

Z patelni wyciągam pora i selera, do pozostałego po nich sosu dolewam sos z pieczeni. Jeśli ktoś chce, może go najpierw odtłuścić.
Mi się dzisiaj nie chce.
Dolewam resztkę wina [te pół kieliszka…kieliszeczka właściwie…].
Mieszam, zagotowywuję.
W filiżance rozrabiam trochę mąki ziemniaczanej z gorącą wodą i wlewam na patelnię. Znów mieszam, zagotowywuję. Sos trochę gęstnieje i ściągam go z palnika.
Proste.

W międzyczasie podzieliłem mięsko na ok. 1,5 – 2cm plastry. Odkroiłem ładnie od kości, Bono-pies się z niej ucieszy [albo się nie ucieszy, bo po przeczytaniu przepisu na Nugat orzechowy Kasi będę w środku nocy próbował zagłuszyć wiercenie w żołądku i obgryzę sobie sam tą kość… mmmm, ale dobre…]

Talerz przyozdabiam sosem, następnie układam na nim plaster selera, na niego pora. Na takie łoże układam po 1-2 plasterki schabu [wszystkim bym dał po 2, ale dziewczyny się boją, że zgrubną]. Ziemniaczki.
Całość przyozdabiam zielonymi częściami pora, a ponieważ używam białych talerzy, wiec oprószam gdzieniegdzie dla ozdoby mielonym pieprzem, lub gałką.

Obiad wlatuje na stół, wszyscy wcinają go tak szybko, że nie wyrabiam się z podaniem sosu w sosjerce do indywidualnego polania.
I są zadowoleni.
I wszystko jest proste.
dodajdo.com

2 komentarze:

mico pisze...

muszę chyba jeszcze potrenować zwięzłe i treściwe pisanie...
Sam się przeraziłem długością tego posta. :P

marta pisze...

wiedzialam ze lubisz gotowac, ale nie wiedzialam ze az tak! no to musimy sie wprosic na taki wypasiony obiadek do was! :)tylko musimy odczekac okres kwarantanny z ospy :) hugs

Blog Widget by LinkWithin