środa, 20 maja 2009

29 i jajka na chrupko na młodej rokiettcie

Jakoś inaczej wyobrażałem sobie ten maj. Myślałem, że to będzie świetny czas na gotowanie, bo już będą pierwsze plony z własnego ogródka, roślinki już będą na tyle odrośnięte, że nie będą potrzebowały już szczególnej mojej uwagi i czasu będzie więcej do spędzenia w kuchni. Tymczasem okazało się, że z powodu suszy w pierwszej połowie maja wszystkie rośliny zaczynają dopiero teraz wschodzić, i roboty jest tyle, że dnia nie starcza. A plonów jeszcze nie ma. Jedynie rokietta trzyma fason i pięknie wzeszła, a jako, że wzeszła gęsto, więc trzeba ją dość solidnie przerwać na grządce.
Uwielbiam rokiettę – z wyglądu jest bardzo podobna do rukoli, tyle że większa, w smaku z resztą też, ale jest ostrzejsza, zostawia charakterystyczny lekko szczypiący pieprzowy posmak na języku.
W ogóle własny ogródek to fantastyczna sprawa – strasznie dużo się przy tej okazji człowiek uczy. Z każdym dniem grzebania się w ziemi jestem coraz bardziej zafascynowany tym jak to wszystko jest niesamowicie stworzone, jak wiele w tym analogii do naszego codziennego życia i w końcu jak niezwykły jest mechanizm życia sam w sobie.
Poza tym wysiałem parę rzeczy których nijak nie można uświadczyć zazwyczaj w sklepach. Nie wszystkie wzeszły, ale niektóre tak i na ten przykład jestem totalnie zaskoczony cząbrem – nie jadłem go wcześniej, albo właściwie tak mi się tylko zdawało, bo jak spróbowałem pierwszych, ciemno zielonych listków które pojawiły się na tle czarnej ziemi, to okazało się, że jadłem go niezliczoną ilość razy i smak jest mi doskonale znany z chyba wszystkich mieszanek przypraw ziołowych dostępnych w sklepach.
Niesamowite takie odkrycia we własnym ogrodzie.

A na śniadanie dzisiaj typowo przydomowy przysmak – wszystkie składniki powinienem mieć, ale gdzieś dopiero za miesiąc, półtorej. No, może oprócz jajek – ale jajka za płotem u sąsiadki, więc prawie tak jak z własnego ogrodu. No i boczek – to samo.


Po 1 jajku na osobę
Pęczek młodej rokietty
Parę liści sałaty lodowej
Pęczek szczypioru
Pomidor
Parę plasterków cebuli
Papryka czerwona
Boczek – kilka plastrów.

Olej do głębokiego smażenia.

Olej rozgrzewamy w garnku.
Boczek kroimy w kosteczkę, przesmażamy na patelni. Zieleninę płuczemy, sałatę i rokiette jeśli trzeba rwiemy na drobniejsze kawałki. Szczypior siekamy, podobnie cebulę i paprykę. Pomidorka w półplasterki. Za półtorej miesiąca powinienem mieć koktajlowe – te na pewno byłyby lepsze do tego, przekrojone tylko na pół, lub ćwierć. Sałatkę mieszamy razem.


Jajka wbijamy do filiżanki, a następnie wlewamy do gorącego oleju. Podobnie jak w przypadku jajek w koszulkach, tylko tutaj wszystko się dzieje w ułamkach sekundy. Szybko więc zagarniamy je jakąś łyżką, i po niecałej minucie jajko jest już gotowe. Ważne, żeby olej nie był za gorący, bo po pierwsze – będzie nam pryskał jak wlejemy jajko, po drugie jajko się rozwali i nie zdążymy go zagarnąć łyżką, żeby choć odrobinę przybrało coś na kształt okrągłej formy.



Na sałatkę wrzucamy przesmażony boczek, lekko oblewamy wytopionym tłuszczem. Na sam szczyt kładziemy jajko na chrupko.

Bardzo, bardzo smaczne – moja żona niezmiennie twierdzi, że jajka na chrupko to jej ulubiony typ.

Majowe sniadanie

A poza tym – 29, tom jeszcze młodziutki prawie jak ta rokietta.

dodajdo.com

9 komentarzy:

Mi (RainDrop) pisze...

Zatem najlepsze życzenia :)
A jako bardzo ciekawe - chętnie wypróbuję :)

blue_megi pisze...

świetny pomysł z tym smażeniem w oleju :) w weekend wypróbuję :)

majana pisze...

Pyszne sniadanko! O rokiettcie nie słyszałam, a rukolę uwielbiam, więc jesli ma podobny smak, to coś zdecydowanie dla mnie!:))
jakbym miała swój ogródek tez bym sobie posiała róznosci takie, na przykład bazylię :))
Pozdrówki:)

herbatniczka pisze...

fajne te jajka... czy w środku są ścięte, czy rozlewają się jak jaja w koszulkach?

mico pisze...

Mi - dziękuję bardzo.

Blue_megi - pomysł niestety nie mój autorski, tylko z książki niejakiego pana Roux'a o wdzięcznym tytule "Jajka" którą od początku tego bloga wszystkim serdecznie polecam :)

majano - bazylię nie wiem ile razy już siałem - dziadówa ani razu nie chciała wzejść - nawet w tym momencie w ogródku mam wysiane chyba ze 3 rodzaje bazylii i nic. W końcu się wkurzyłem i kupiłem już wyrośnięte sadzonki do wsadzenia w ziemię - jak na razie się trzymają, zobaczymy co dalej ;)
A rukolę też mam, tylko na razie trochę mniejsza niż rokietta.

Herbatniczko - te moje były pół ścięte - pół płynne. I tak zazwyczaj mi wychodzą, może można potrzymać trochę dłużej i spróbować je całkiem ściąć, ale nie wiem czy się nie spali białko. Nie próbowałem nigdy, bo my właśnie takie pół na pół uwielbiamy.

Pinos pisze...

Po pierwsze - najlepsze życzenia. Ja jeszcze jestem tak młoda ;o)

Po drugie - wygląda to super.

aga-aa pisze...

29 powiadasz ;)

jajek w takiej wersji to jeszcze nie jadłam, a kuszą, oj kuszą

Mafilka pisze...

Mico, Młodzieńcze ;) 100 lat!!!
Dałbyś jakieś fotki z ogródka, pocieszyłabym się, ze nie tylko u mnie nie wzeszło jak należy ;))

A jajkiem znowu mnie zaskoczyłeś... Uruchomię w weekend frytownicę i sprawdzę co to za cudo jest. Bo rozumiem, że żółtko płynne pozostaje? A mniej więcej jaką miałeś temperaturę oleju?

Pozdrawiam :-)

Agata pisze...

Piękności!

Blog Widget by LinkWithin