czwartek, 3 grudnia 2009

Bezy dla królowej śniegu.

Tak to jakoś jest, że ze wszystkich wizualnych, fotografia jest mi najbardziej odległa. Moja znajomość fotografii ogranicza się do tego, że w swojej pracy często używam profesjonalnych fotek, no i mam kilku przyjaciół doskonałych fotografów. To by było na tyle, jeśli chodzi o fotografię. Aha, jeszcze mój dziadek był fotografem!. Ale jak mysza klapsiara zapowiedziała u siebie konkurs, że do wygrania super aparat, to sobie pomyślałem, że co mi tam – spróbuję. Aparat nawet od rodziców pożyczyłem, taki lepsiejszy, żeby jakoś wypaść pomimo braku umiejętności. Bezów narobiłem, no bo takie zimowe. Już w czasie sesji podejrzewałem, że chyba nic z tego nie będzie. A w czasie edycji, to już prawie przekonany byłem, no i oczywiście nie wyszło za wiele, poza bezami.
Na bezy już kiedyś podawałem przepis, ale przypomnieć przed świętami nie zaszkodzi:

  • 4 białka
  • 125 g drobnego cukru
  • 125 g cukru pudru



Białka ubijamy, aż piana lekko zesztywnieje i będą się robiły lekkie wierzchołki od trzepaczki, dodajemy stopniowo cukier, cały czas ubijając. Ubijamy, aż piana będzie sztywna. Posypujemy z góry przez siteczko cukrem pudrem i mieszamy.
Za pomocą wyciskarki do ozdabiania, na blasze z papierem do pieczenia tworzymy bezy. W sumie jak kto chce, to można nawet łyżką nakładać.
Wkładamy do piekarnika rozgrzanego na jakieś 80 oC i suszymy aż będą twarde [trochę to będzie trwało – trzeba się uzbroić w cierpliwość, niema siły.
Dobrze jajka sparzyć przed rozbiciem i oddzieleniem białek i żółtek – bo na skórce mogą siedzieć sobie pałeczki salmonelli, a jako, że bezy właściwie suszymy, nie pieczemy, to po co ryzykować.

Fotka wyszła jak wyszła. Ale przynajmniej się paru rzeczy nowych nauczyłem – np. że warto mieć ze sobą całą masę drobiazgów do dekoracji i aranżacji potrawy, a jeszcze lepiej jeśli 90% z nich nie wyciągniemy nawet z pudełka, oraz tego, że samo posiadanie dobrego aparatu nic nie znaczy, jeśli nie umie się go dobrze obsłużyć.
A poza tym ten konkurs skłonił mnie do myślenia, że to ciekawe, że żyjemy w społeczeństwie wizualnym i tak naprawdę to sami się nakręcamy. Ja sam dobieram sobie ulubione blogi w dużej mierze na podstawie zdjęć na nich zamieszczanych. A przecież to blogi kulinarne są, a nie fotograficzne. I prawda jest taka, że w tym wszystkim często popularnością wygrywają blogi nie koniecznie niesamowicie kreatywne kulinarnie – czasem po prostu dobre, ale z ładnymi zdjęciami, podczas gdy bywa, że kulinarni geniusze przemykają nam niezauważeni.
Tak to się jakoś porobiło.

Tak czy siak – zachęcam was do głosowania u Myszy Klapsiary – na najlepszego z pięciu, co ten aparat dostanie. Ja osobiście uważam, że najlepsze pod względem technicznym i aranżacji jest zdjęcie nr 3, mimo, że trwają spory o to, czy na pewno jest na nim jedzenie. Ale ja przekornie zagłosuje na zdjęcie nr.4 dlatego, że autor poszedł zupełnie innym torem myślenia niż wszyscy pozostali – podszedł do tematu zupełnie inaczej niż reszta – i ten przejaw kreatywności niesamowicie mnie urzekł. A poza tym jak ktoś słusznie zauważył w komentarzach – widać po tym zdjęciu, że jest robione znacznie słabszym sprzętem niż pozostałe, więc [mimo, że na co dzień dosyć daleko mi do pojęcia „sprawiedliwości społecznej”, które mi się kojarzy dosyć lewacko] jemu pewnie najbardziej by się ten aparat przydał.

A i jeszcze bardzo chciałem podziękować Krzyśkowi i Antoniemu Czyprakowi, bo wzięli i mi bloga wyróżnili tym takim wyróżnieniem z okiem co ostatnio mafilka mnię wręczyła.
Jak wiecie nie ciągnę dalej łańcuszków – moi faworyci blogowi znajdują się w prawej kolumnie na dole.
A tych dwóch panów i ich blogi to serdecznie polecam, bo mimo, że też nie są mistrzami fotografii jak ja [sorry chłopaki], to moi drodzy – w kuchni, to ci dwaj panowie cuda robią. I to są właśnie przykłady tych kulinarnych geniuszów com wcześniej wspominał.


dodajdo.com

8 komentarzy:

zemfiroczka pisze...

Bo najpierw je się okiem ;)

Mi też najbardziej czwóreczka przypadła. Ma taki wędrowno - zimowy klimat. Przecież nie znamy Królowej, a ona może kocha się w włóczykijach ;))

Czyprak Antoni pisze...

Khekhe, no tak, w tym konkursie o nagrodę Półlitera - czy jakoś tak - na zwycięstwo w kategorii Fota Pojechana i Udana Wszelako to nie liczę za bardzo. Nie ma siły, nie można być miszczem i w pieleniu komosy, i w pstrykaniu.
Dziękuję za wzmiankę zaszczytną ;)

Ania pisze...

A mnie się Twoje bezy i samo zdjęcie bardzo podobają!

Agata pisze...

Bezy piękne, a i zdjęcia nie masz prawa się wstydzić! Królowa na pewno ubóstwia beziki... :)

Ivon pisze...

Zdjęcie zrobiłeś świetne. Powiem Ci, że ja też zaszalałam w tym konkursie i też wiedziałam, że nic z tego.
Jednak ile się ubawiłam robiąc tą fotkę to moje ... i warto było.
Z tego co widzę Ty miałeś też niezłą zabawę i wyżerkę :)

Pozdrawiam :))))

Anonimowy pisze...

ale super!!!

mico pisze...

Oczko - ja myślę, że coś w tym jest, z tymi włóczykijami, z drugiej strony nie wiadomo czy z wzajemnością - w końcu Włóczykij zawsze przed zimą uciekał z doliny muminków, a wracał dopiero kiedy odeszła. Chociaż kto wie, kto wie - może ona po prostu miał tajny romans z królową śniegu i znikał wcale nie w cieplejszych krainach, tylko w pałacu królowej... ;)

Antoni - tako i ja mówię - a komosa sama w sobie wymaga już aż nadto uwagi.

Aniu - dziękuję.

Agato - Jak TY to mówisz, to już chyba się aż tak wstydził nie będę.

Ivon - Ja też nie żałuję, bo co się przy tym ubawiłem i nauczyłem to moje, a poza tym jeszcze nigdy sesja zdjęciowa jedzeniowa nie trwała 1,5 godziny, bo zawsze się na mnie drą, że już zimne będzie i oni zimnego jeść nie chcą - a tutaj, się nigdzie nie spieszyło.
co do wyżerki - ileż można cukru i białka wchłonąć ... :P

Anonimie drogi - cieszę, się, że się podoba. :)

zemfiroczka pisze...

...i ogrzewał ją w jej zimnych komnatach? Bardzo możliwe ;)

Blog Widget by LinkWithin