piątek, 13 lutego 2009

Pierś z kurczaka na słodko.

No i tak, sami zostaliśmy z pierwszym kuchcikiem na gospodarce. Byliśmy wprawdzie dzisiaj przez pół dnia u drugiej połowy rodziny. Pierwszy kuchcik był wielce podekscytowany spotkaniem, przyniósł bratu żelka i czekoladkę i gumę rozpuszczalną [a że się rozpuszczalną postanowił podzielić, to sam jestem w szoku] i na nic mu się zdały tłumaczenia, że brat nie może tak zjadać bezpośrednio, że nie ma ząbków i że tylko mleczko od mamusi pić może. Każdą jedną rzecz cierpliwie odpakowywał i próbował wepchnąć bratu czy to do ust, czy chociaż do rączki, a kiedy ostatecznie się nie dało, czy też zostało mu po raz kolejny przetłumaczone, że brat nie może, to oczywiście z pełnym poświęceniem zjadał za brata.
Niemniej jednak przyszedł taki moment, kiedy i pierwszy zmęczył się już tym nadmiernym ładunkiem emocjonalnym. I kiedy obydwa kuchciki zaczęły się drzeć naraz wniebogłosy, postanowiliśmy o szybkiej ewakuacji co by nie narażać się na, zbytnio oczywiście pochopny, osąd położnych, że oto ci, co sobie rady z dzieciami swemi dać nie umiom, a się rozradzają.

Dotarliśmy z kuchcikiem pierwszym przez zaspy do domu – gwoli ścisłości on zasnął smacznie, ja dotarlem z nim. I się zacząłem zastanawiać co tu z obiadem począć, bo wiedziałem, że jak się obudzi, to wściekle głodny będzie.
I wydumałem obiad, pod tytułem „święto lasu” . Zdrowy? Chyba nie do końca. Pyszny i dzieci go kochają? Jak najbardziej!
A ponadto bardzo prosty i szybki.


Pierś z kurczaka
Sos sojowy
Cukier
Sól, pieprz, czerwona papryka
Płatki kukurydziane
1 jajko
Mąka.

W największym skrócie – bo i tu nawijać długo o czym niema – Pierś dzielimy na części i kładziemy na folii kuchennej, teraz obsypujemy obficie cukrem i skrapiamy równie obficie sosem sojowym [ja na jednego kotlecika zużywałem średnio z 1,5-2 łyżeczki cukru]. I rozbijamy przez folię na cieniutkie kotlety. Gotowe posypujemy jeszcze lekko solą [uwaga, bo sos sojowy jest już dość słony], pieprzem i papryką czerwoną. Obtaczamy w mące, jajku i lekko rozgniecionych płatkach kukurydzianych.
Smażymy na oleju na niezbyt wielkim ogniu.

Podajemy z frytkami oczywiście, bo je również dzieci kochają, a pozatym jak święto lasu, to święto lasu. Możemy dla niepoznaki wepchnąć w to gdzieś jakieś warzywa, żeby nie było, że zupełnie bez witamin, ale najlepiej w tej sytuacji nadać im jakąś figlarną formę, czy to statków pływających po frytkowych morzach, czy też innych dupereli.


No i tyle.
A muszę przyznać, że nawet dobre.
Ja tylko swoją porcję doprawiłem jeszcze chilli i naprawdę było smaczne.

dodajdo.com

7 komentarzy:

ugotujmy pisze...

fajna opowieśc z przepisem
najbardziej mi się podoba ten statek na talerzu :-)

aga-aa pisze...

zdrowo nie zdrowo ale na pewno smacznie :)

majana pisze...

Przepyszne danie i pięknie podane :) Dla małego dzielnego kuchcika! :) Jaki kochany braciszek,wszystkim się dzieli z malenstwem.
Cudownie:)
Pozdrawiam całą rodzinkę :)

i.nna pisze...

Nie zawsze musi być zdrowo. ;) Ważne, że to na pewno poprawia humor. A ile lat ma starszy kuchcik?

poswix pisze...

A można miód zamiast cukru? :-)

kasiac pisze...

Jaki ten starszy kuchcik jest kochany:) To nie tak prosto podzielić się żelkami, a jednak chciał sie dzielić!
Gratulacje i wszystkiego dobrego dla Was wszystkich! Aaa, zapomniałabym o kotlecikach w płatkach kukurydzianych - uwielbiam:)

mico pisze...

Dzieki za miłe słowa.

poswix - jasne, że tak, tak szczerze, to taki był mój pierwotny zamiar, ale okazało, się, że miodu jest nie za dużo, więc postanowiłem zmienić na cukier w ramach cięć budżetowych ;)

Blog Widget by LinkWithin