piątek, 20 marca 2009

Francuskie bezy kawowe, czekoladowe, wiśniowe

Zupełnie zwykłe i klasyczne bezy. Przecież nie zawsze człowiek musi wymyślać cuda na kiju, czasami dobrze zrobić coś najzwyklejszego i prostego. A poza tym – klasyka nie przypadkiem jest klasyką. A zwykłe często oznacza pyszne.
No a już abstrahując od tego pseudo-filozoficznego wywodu, to po prostu zostały 4 białka z ciasta, które piekła żona na urodziny koleżanki. A ja akurat miałem ochotę na bezy.



  • 4 białka
  • 125 g drobnego cukru
  • 125 g cukru pudru

Do smaku:
  • 2 łyżki esencji kawowej, lub 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej + łyżeczka whiski
  • 1 łyżka kakao rozpuszczalnego + 3 łyżki kakao w proszku
  • 2-3łyżki syropu z wiśni.

Białka ubijamy, aż lekko zesztywnieje, dodajemy stopniowo cukier, cały czas ubijając. Ubijamy z 10 minut około, aż piana będzie ubita na sztywno. Posypujemy z góry przez siteczko cukrem pudrem i mieszamy.

Jeśli chodzi o masę, to praktycznie wszystko.
Teraz dzielimy na 3 części, albo na ile tam smaków chcemy i robimy wersje smakowe.

Kawowe oczywiście obejdą się bez whiski – dodałem jej dla tego, że ostatnio świetnie się sprawdziła w babeczkach z owocami.

Co do kakaowych – kakao jest bardzo ciężkie więc przygotujcie się na to, że wyjdą płaskie i zbite na dnie, a pod wyrośniętą częścią będzie pusto. Ale takie właśnie plaskacze świetnie się nadają do położenia na wierzch w filiżance kawy. Będzie pięknie wyglądała pływając, a po chwili kiedy się zacznie roztapiać nada niesamowity smak naszej kawce i przy okazji ją posłodzi. Jeśli ktoś chce mieć jednak normalne, wysokie bezy niech po prostu użyje kakao tylko jedną, albo nawet pół łyżki.


Bezy układamy na blaszce za pomocą łyżeczki, albo wyciskając je szprycką z dowolną końcówką [zależnie od efektu jaki chcemy uzyskać]

Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 110 oC i pieczemy je tam ok. godzinki.
Nie wiem jak wasz piekarnik, ale nasz nawet na najmniejszym ogniu osiąga wyższą temperaturę, więc bezy zawsze pieką mając lekko uchylone drzwiczki. Do piekarnika oczywiście – drzwiczki do domu nie mają w tym przypadku żadnego znaczenia. A i tak często zdarza się, że bezy z dołu zaczynają się lekko brązowić.


Kiedy bezy będą gotowe wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki [ja nie muszę – już mam] i pozwalamy im odpocząć i ostygnąć. Niektórzy radzą nawet kilka godzin. No cóż… ja nigdy tyle nie wytrzymałem.


A bezy – wiadomo – można wcinać same, można podać do lodów, do kawy, właściwie to możliwości jest nieskończona ilość.

dodajdo.com

8 komentarzy:

Mafilka pisze...

Hurrrraaa...! Nie mam ani jednego białka/jajka w domu ;))
Uwielbiam bezy wszelakie i takie plaskacze do kawy też, i zaraz bym je robiła....
Czytałam gdzieś, że dobrze jest bezy piec w 50-80 stopniach, ale nie testowałam.

Krokodyl pisze...

Mafilko - Tak, moja tesciowa piecze je własnie w takiej niskiej temp. Uwielbiam je. I doskonałe sa w takiej bombie - w szklanym naczyniu na dnie domowe bezy na nich bita śmietana wraz z mnóstwem różnych owoców. Schłodzone. Smakuje wyśmienicie.

olacruz pisze...

Przepysznie tu u Ciebie! Bezy kawowe i czekoladowe MUSZĘ zrobić :)
Bardzo mi się podoba ten blog.

majana pisze...

Piękne, pyszne beziki! :))

Mafilka pisze...

Krokodylu... Ty chcesz mojej zguby? ;)

asiejka ♥ pisze...

ja najchętniej wybrałabym
wersję kawową:-)

studentka pisze...

mniam! beziki :) pysznosci :)

mico pisze...

Mafilko - krokodyl ewidentnie chce zguby nas wszystkich ;). Co do temperatury, to cóż - tak jak pisałem - ja piekę je na najmniejszym ogniu, z uchylonym piekarnikiem, a temperaturę podałem za M.Roux'em z jego przpisu na bezy, który opublikował w książce "jajka"

Krokodylu - oj, oj, oj - wstyd tak ludzi męczyć.

Olu - bardzo dziękuję, strasznie mi miło to słyszeć.

Majano - beziki zawsze są pyszne. w sumie piękne też. No, prawie.

Asiejko - jasne, proszę bardzo. Coś do tego? Kawę? kakao? latte?

studentko - mniam,mniam, mniam!!! :)

Blog Widget by LinkWithin